Miejski monitoring – pomoc czy zagrożenie?
Miejski monitoring – pomoc czy zagrożenie? Ciekawe pytanie, prawda? Czy intencje zlecających usługę zawsze są zgodne z prawem i porządkiem? Jeżeli myśleliście że tak, to możecie się nieźle zdziwić.
Zadania monitoringu
Jak sami zapewne wiecie, jednym z głównych celów zastosowania monitoringu, jest zapewnienie bezpieczeństwa w danym rejonie. Podgląd miejsca w czasie rzeczywistym, pozwala na szybszą reakcję służb w przypadku wystąpienia niebezpiecznych zdarzeń.
Generalnie rzecz biorąc, nie ma do czego się przyczepić. Przecież każdy chce żyć w bezpiecznej dzielnicy, mieście i państwie. Prawda? Co innego, jeżeli ktoś zaczyna wykorzystywać te dane do własnych, niekoniecznie zgodnych z pierwotnym zamiarem, celów.
Tak też stało się w kilku miastach Stanów Zjednoczonych. W mieście Richmond (California), szef lokalnej policji sam wyłączył całą sieć kamer systemu Flock ze względu na bezpieczeństwo obywateli. Okazało się że wykrył masowe logowania się do panelu administracyjnego, bez wiedzy zarządzającego. Co ciekawe, w późniejszym czasie dowiedzieliśmy się o około 400 innych podmiotach mających bezpośredni wgląd w dane z kamer. Oczywiście włączając w to pozostałe agencje rządowe.
Nadużycia
Trzeba również zaznaczyć, że występują też liczne nadużycia tego systemu. Przykład numer 1. Policjant wyszukujący dane samochodu i drogę poruszania się tego pojazdu. Wszystko po to, by zatrzymać podczas kontroli dziewczynę i umówić się z nią na randkę. Przykład numer 2. Również policjant, tym razem zazdrosny o swoją żonę. Wykorzystywał nielegalnie monitoring do jej szpiegowania.
Ale żeby nie było, że „wszystko wina policji”. Wyobraźcie sobie sytuację jaka wydarzyła się w mieście Alberta w Kanadzie. Tam np. amerykańskie agencje otrzymały dane 2.9mln osób mogących wziąć udział w głosowaniu nad separacją części swojego kraju na rzecz innego. Wszystko za sprawą użycia oprogramowania „Projektu Centurion”.

Zbierane dane
Może jesteście ciekawi, jakie dane są zbierane przez taki monitoring? Z czym są łączone za pomocą odpowiedniego oprogramowania i jak długo są przetrzymywane? Służę odpowiedzią. Otóż potrafią one np. odczytać:
- Obraz tablicy rejestracyjnej;
- Obraz pojazdu;
- Charakterystyka pojazdu (np. kolor, marka);
- Numer rejestracyjny;
- Stan tablic rejestracyjnych;
- Data;
- Czas;
- Lokalizacja kamery.
Do tego wszystkiego, specjalne oprogramowanie potrafi przypisać „obrazowi” dane właściciela, zarejestrowaną działalność, miejsce pracy oraz rutynową drogę i inne czynności przez nią wykonywane. Miejsca spotkań, osoby biorące w nich udział i powiązania. Dużo?
Nieautoryzowany dostęp
Największym problemem okazuje się udział „firm trzecich” w większości takich przedsięwzięć. To one odpowiadają za zbieranie danych, przetwarzanie ich i magazynowanie. Oficjalnie tylko przez 30 dni. Nieoficjalnie, dane te „wyciekają” dalej.
W przypadku wskazania problemu, z reguły odpowiadają tym, że mają błąd w programie i już to łatają. Po czym okazuje się, że pozostaje mała „furtka” dla wybranych. Typowa gra w kotka i myszkę. Standardowy użytkownik ma bardzo nikłe szanse, by coś zmienić. Dopiero zorganizowane naciski i wysłanie kilku pism od prawników poprawia sytuację i powoduje odpowiednie zainteresowanie. „Szczęście w nieszczęściu” że większość sądów szanuje jeszcze prywatność.

Inne metody
Zastanówmy się przez chwilę, dlaczego się tak dzieje? Czy chęć zaoszczędzenia na kamerach względem realnych patroli policji jest dobrym rozwiązaniem? Jakie są argumenty „za i przeciw”?
Po pierwsze – oszczędności. Dzięki większej ilości kamer, zmniejsza się rola patrolujących policjantów. Zatrudnienie spada, a zyski miasta rosną.
Po drugie – stały monitoring. Dzięki niemu można znacznie szybciej zareagować na ewentualne przestępstwo.
Po trzecie – w przypadku wykorzystania firm trzecich, można „dorobić” na sprzedaży danych innym podmiotom.
I tu dochodzimy do meritum. Spadek realnych patroli policji na rzecz kamer, rozzuchwala przestępców. Zanim pojazd policyjny dotrze do danego rejonu, przestępców już nie ma. Zaraz, zaraz… Ale mamy przecież nagrania? I co z tego. Patrząc na przykład choćby Wielkiej Brytanii, gdzie w niektórych dzielnicach co chwilę się coś wydarza (mimo dużego monitoringu), w około 70% nie wykrywa się sprawców. Dlaczego? Cóż… Jest kilka powodów. Jednym z nich jest ten, gdzie mimo wiedzy o złoczyńcy, policja boi się zapuszczać do danej dzielnicy. Więc „po grzyba” monitoring?
To bardzo dobre pytanie. Myślę, że części odpowiedzi już udzieliłem powyżej. Czy jest to technologia nam potrzebna? Czy poświęcenie naszej „wolności” przyniesie większe bezpieczeństwo czy raczej zagrożenie? Jestem ciekaw Waszego zdania na ten temat, dlatego zapraszam do komentowania.
Do następnego!




