Sieć telefoniczna wykrywaczem dronów?
Sieć telefoniczna wykrywaczem dronów? Okazuje się, że tak. Firma Cohere Technologies wygrała właśnie kontrakt rządu Stanów Zjednoczonych, opiewający na sumę 28mln$. Dzięki niemu zostanie wsparty rozwój prototypu Multi-Waveform Radio Access Network (RAN) dla krytycznych operacji zintegrowanego czujnika komunikacji (ISAC).

Możliwości
Wiem, że początek tego artykułu niewiele Wam mówi. Pozwólcie zatem, że nieco tę technologię objaśnię. Otóż wyobraźcie sobie lokalne nadajniki sieci telefonicznej 5G i 6G. Tak, tak. To te BTS-y stojące na dużych wieżach. Każdy z nich emituje określone fale elektromagnetyczne. Wykorzystując przy ich nadawaniu technologię Pulsone™ wspartą falą Zak-Ortogonalnej Częstotliwości i Przestrzeni Czasu (Zak-OTFS), można w szybki sposób wykryć i namierzyć przemieszczającego się drona.
Teraz zapytacie pewnie jak? Ano każdy dron przelatujący przez te fale powoduje ich zakłócenia. Przecinając strumienie radiowe, odbija je i zniekształca. Dodatkowo jego zasilanie elektryczne wywołuje interferencje w polu elektromagnetycznym.
Odpowiednia aparatura powoduje wykrycie takich zmian i przesłanie ich do centrali, która z kolei wylicza jej współrzędne, wykorzystując do tego triangulację z nadajników w najbliższym otoczeniu. Niby proste, prawda?
Szkopuł w tym, żeby faktycznie wykryć drona, a nie przelatującego ptaka bądź porwaną przez wiatr elektroniczną zabawkę. Tu właśnie wchodzi „cała na biało” Cohere Technologies.
Walka trwa
Oczywistym jest, że ta technologia nie zrobi drastycznego przełomu w wykrywaniu dronów. Owszem, jest pewną nowinką, ale nie będzie decydującym czynnikiem na polu walki z bezzałogowcami.
Przede wszystkim widzę jej zastosowanie w dużych ośrodkach urbanistycznych. Wszędzie tam, gdzie musi być zachowana prywatność bądź kontrola przestrzeni w przypadku np. imprez masowych itp.
Nauka i technika nie śpi na tym polu i przynosi coraz więcej rozwiązań. Czy zatem drony w przyszłości będą dalej głównym czynnikiem napędzającym konflikty zbrojne? Szczerze wątpię. To co nastąpi później, będzie wyglądało zupełnie inaczej niż dziś. Tak przynajmniej uczy historia.
Do następnego!




