Promień ściągający na kosmiczne śmieci 1

Promień ściągający na kosmiczne śmieci

Promień ściągający na kosmiczne śmieci, czyli jak wykorzystać Sci-Fi do usuwania pozostałości starych satelitów z orbity Ziemi.

Promień ściągający na kosmiczne śmieci

Promień ściągający na kosmiczne śmieci, czyli jak wykorzystać Sci-Fi do usuwania pozostałości z orbity Ziemi. Zaraz, zaraz… Czy przypadkiem nie widzieliśmy już tego w filmach z cyklu Star Trek? Co tak naprawdę wymyślili naukowcy z University of Colorado w Boulder?

Filmy Sci-Fi natchnieniem?

Naukowcy z University of Colorado w Boulder po raz kolejny dali znać o sobie. Tym razem postanowili stworzyć coś na wzór „Tractor Beam’a” z filmu Star Trek. „Promień ściągający” o którym tu piszemy, będzie miał niezwykłe zadanie na orbicie ziemskiej.

Otóż badacze postanowili przenieść ideę z gatunku Sci-Fi na realną i działającą technologię. Stworzyli oni wiązkę elektrostatyczną, dzięki której zamierzają przesuwać kosmiczne śmieci bliżej naszej planety i powodować ich deorbitację. Ta z kolei, spowoduje ich spalenie w atmosferze. Większe i bardziej niebezpieczne obiekty, zostaną wypchnięte poza orbitę okołoziemską.

Prawda, że to genialne? Zważywszy, że obecnie mamy około 13000 wszelkiego rodzaju satelitów, radośnie latających wokół Ziemi. Część z nich, już wkrótce, będzie musiało zostać zutylizowanych. Choćby dlatego, że skończy się w nich zasilanie lub ulegną awarii.

Tu właśnie wkracza wyżej wymieniona technologia. Po pomysłach z harpunami i siatkami wyłapującymi złom z orbity, czas na coś bardziej szalonego. W chwili obecnej, badacze sprawdzają swoją teorię w warunkach zbliżonych do tych panujących w kosmosie.

Jak to właściwie działa?

Wyobraźcie sobie, że na orbitę okołoziemską zostanie wysłany pojazd serwisowy, wyposażony w działo elektronowe. Tam namierzy obiekt do utylizacji i wystrzeli w niego wiązkę ujemnie naładowanych elektronów. Mając na uwadze, że sam będzie posiadał polaryzację dodatnią, spowoduje to przyciąganie.

Utrzymując nieznaczny dystans pomiędzy sobą a celem (od 20 do 30 metrów), odholuje obiekt do wyznaczonej wcześniej strefy. W zależności od wielkości obiektu, zostanie on spalony w atmosferze ziemskiej bądź wyrzucony poza orbitę. Czego chcieć więcej?

Problemy?

Coż… Zawsze jakieś są. W tym przypadku problemem jest zbyt mała siła elektrostatyczna jaką udało się dotychczas wytworzyć. Naukowcy wciąż poszukują sposobu by ją zwiększyć i obniżyć koszty całego projektu.

Inną barierą jest powolność całej operacji. Każdy taki pojazd przesuwał by tylko jeden element i nie nadążałby za liczbą „wygasających” satelitów. Nie był by również praktyczny do usuwania bardzo małych kosmicznych śmieci, których jest również duża ilość. Czy zatem ma to wszystko sens?

Promień ściągający na kosmiczne śmieci 2
Maj. Jay Fulmer, Det. 2 GEODSS commander, views Space and Missile Analyst software at the GEOSS facility located at Diego Garcia, British Indian Ocean Territory. The facility tracks known man-made deep space objects in orbit around earth.

Przyszłość

Okazuje się, że badacze są dość optymistyczni co do tej technologii. Twierdzą, że są w stanie ją ujarzmić w przeciągu 10 lat. Dodatkowym atutem jest również fakt, że śmieci będą usuwane bez fizycznego kontaktu z obiektem. Dzięki temu obniży się ryzyko powstawania dodatkowych, odpadających elementów.

Czy przyszłość będzie wyglądać jak ta w filmie Star Trek? jakie jeszcze nowości wymyślą naukowcy? Czy to ich ostatnie słowo? Cóż… Wkrótce się przekonamy. Pozostaje czekać cierpliwie i bacznie się przyglądać, co będę oczywiście czynił, a póki co…

Do następnego!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *