Problem dzietności
Dzisiejsze czasy przynoszą nam nowe problemy do rozwiązania. Wiele z nich dotyczy zastosowania nowoczesnych technologii w życiu codziennym. Co jednak, gdy stare problemy mogą zagrozić rozwojowi? Co zrobić, gdy nawet AI nie jest w stanie się z nimi rozprawić? Do czego „piję”? Ano do tak zwanego „problemu dzietności”.
Przedmowa
Na początku chciałbym nadmienić, że tekst ten jest moją własną analizą, z którą każdy może się nie zgodzić. Oczywiście po jej przeczytaniu, zapraszam do podzielenia się Waszą opinią na ten temat w ramach „konstruktywnej wymiany poglądów” w komentarzach i na komunikatorze „X„.
Pragnę również zaznaczyć, że przytoczone tu dane są tylko „kroplą w morzu” całości zagadnienia, a jego wielkość przyprawia o ból głowy. Artykuł ten ma na celu wzbudzenie dyskusji u ludzi logicznie myślących i może (mam taką nadzieję) refleksji u rządzących krajem oraz instytucji za to odpowiedzialnych.
Wracając do tematu: Jak walczyć z problemem dzietności? Odpowiedź jest prosta, ale wykonanie… Cóż, może zacznijmy od początku.
Trochę danych
Na początek odrobinę pesymizmu. Otóż główne dane (tu z Europy) nie pozostawiają złudzeń co do przyszłości kontynentu. Poniżej mapka przedstawiająca ilość urodzeń na kobietę w latach od 2023 do 2024.

Oczywiście warto zaznaczyć, że próg zastąpienia pokoleń to dwoje dzieci na kobietę. W tym przypadku powinniśmy się już mocno martwić. Żeby jeszcze Was „dobić” zebranymi informacjami, posłużę się „Głównym Urzędem Statystycznym” (tak, tak – polskim). Niestety nie będą one najświeższe, bo nasz urząd śpi od roku i nic nie publikuje. Idąc dalej. Różnica między narodzinami w latach 2022 / 2023 wynosi 32786 mniej rok do roku. Między 2023 a 2020 jest już 83171. I tak dalej, i tak dalej… Wszystko na naszą niekorzyść. Do tego jeszcze te prognozy… (GUS – pdf do pobrania).
Mniej więcej to samo dotyczy „starego kontynentu”. Patrząc jednak szerzej, widzimy ciekawą rozbieżność między nami, a krajami tzw. „trzeciego świata”. Tam wszystko idzie jakby w drugą stronę. Afryka, Indie, Irak, Kazachstan jakoś pozostają obojętne na bieg wydarzeń. Co w takim razie poszło nie tak w krajach rozwiniętych? Jaki jest realny powód problemów demograficznych?
Błędne założenia
Po pierwsze, w przypadku UE błędnymi założeniami było (i jest) niekontrolowane sprowadzanie imigrantów z innych krajów. Nie podnoszą oni znacząco dzietności u rodzimych mieszkańców, a generują dodatkowe problemy w postaci zwiększonej przestępczości, niechęci do pracy i nauki lokalnego języka. Nie zapominajmy również o pogłębiającej się biedzie. Dzieje się to dlatego, że imigranci są z innego kulturowo kraju. Zmiany w myśleniu wymagają mnóstwa czasu. W tym przypadku kilku pokoleń, a patrząc na niektóre kultury – znacznie więcej. Nie są więc oni w stanie zwiększyć dzietności, a generują znaczące straty w postaci koniecznej opieki medycznej, socjalnej i intelektualnej (doszkalanie).
Po drugie (i chyba najważniejsze), zmieniła się optyka rządzących co do własnej gospodarki. Zwiększona korupcja, wymyślanie sztucznych problemów, nadmierna biurokratyzacja i zatrudnienia w spółkach zależnych od Państwa ludzi niekompetentnych zamiast fachowców, również nie pozostaje bez oddźwięku. Potworzyły się małe „klany” ludzi ciągnących zyski z podatków obywateli, jednocześnie nic nie dając dla społeczeństwa (brak wytwarzanego dobra – produktu).
Po trzecie, ingerencja dużych, międzynarodowych firm na rynku i próba monopolu bez wpłaty należnych z tego tytułu podatków do skarbu państwa, powoduje zapaść w państwie u lokalnych sprzedawców i działalności. Innymi słowy – gospodarka mocno kuleje.
Po czwarte – zniszczenie wolnego rynku, opartego na równych i obowiązujących wszystkich zasadach i podatkach. Równie dużo ma tu także do powiedzenia przewidywalne w dłuższej perspektywie prawo. Wszak zmiana przepisów kilka razy w roku, nie sprzyja ciągłości rozwoju przedsiębiorstwa.
Co jest potrzebne by zwiększyć dzietność
Tu wbrew powszechnym opiniom odpowiem, że z pewnością nie kolejne 500+, czy 800+. Żadne ściąganie imigrantów (z różnych kierunków). Również podnoszenie wieku emerytalnego przyniesie odwrotne skutki. Co zatem zrobić, by podnieść tą dzietność? Ano…
Cofnąć się w czasie… [żart]. Oczywiście chodzi mi o cofnięcie się w historii do czasów po drugiej wojnie światowej. Konkretnie do USA w latach 50-tych. Już to przecież przerabialiśmy, prawda? Krachy na giełdach, upadku przedsiębiorstw i braki ludzi do pracy były już obecne wcześniej, zatem jak wcześniej wyszliśmy z tego impasu?
Odpowiedź choć prosta, do wykonania już taka nie jest. Dlaczego? Patrz rozdział „błędne założenia”. Będąc bardziej dokładnym: By móc zwiększyć dzietność w danym społeczeństwie trzeba tylko jednego: „Nadziei”. No… Może jeszcze stabilizacji. Tak, tak… Nadziei na rozwój i spokojne życie. Przywiązania do tradycji i pełnego prawa własności. Możliwości założenia własnej firmy, niskich podatków, perspektywę rozwoju i wsparcie państwa w ekspansji na rynki zagraniczne. Przewidywalnego prawa, braku korupcji w rządzie i przedsiębiorstwach państwowych, zatrudnianiu specjalistów, a nie znajomych. Wreszcie tego, by państwo pracowało dla nas, a nie na odwrót i że My obywatele mielibyśmy realny wpływ na to co w nim się dzieje. Czy tak jest teraz z Polsce czy UE? Hmmm…
Pytania
Ostatnio w serwisie X jakiś czytelnik zadał pytanie (w sumie nie zadał, tylko od razu na nie odpowiedział, ale mniejsza o to…) czym to się różni w USA w latach 50-tych do Polski. Przecież wtedy, mimo biedniejszego kraju, też mieliśmy duży przyrost naturalny? Nie było u nas „świętego” prawa własności jak w Stanach Zjednoczonych, a mimo to szło do przodu?
Odpowiedź znowu prowadzi do słowa „nadzieja”. W latach 50-tych w Polsce nie było tak rozbudowanego prawa. W pewnym sensie była wolność gospodarcza, bo państwo nie otrząsnęło się jeszcze po wojnie, a rządzącym zależało na szybkiej jego odbudowie. Co za tym idzie, przymykano oko na własne działalności w postaci małych sklepików, straganów czy małych targów rolnych. Podatki nie były tak bardzo ścigane, a prawo zbytnio rozbudowane. Wszystko dopiero powstawało.
Podsumowanie
Cóż mogę jeszcze napisać, by podsumować moją tezę? Może spójrzmy na biedniejsze kraje. Dlaczego właśnie u nich jest zwiększona dzietność? Ponieważ mają nadzieję na lepsze życie. Statystyki pokazują (poniżej), że lepiej i dostatniej żyje im się w większych skupiskach (miasta), gdy mogą znaleźć pracę lub założyć własną działalność. Gdzie mają podstawową opiekę zdrowotną. Tam, gdzie widzi się swoją przyszłość.

Czy zatem jesteśmy skazani na porażkę u boku takich rządzących jak u nas i w UE? Ciężko powiedzieć, czy to już zapaść dzietności. Na pocieszenie dodam tylko, że historia uczy by za bardzo się nie przyzwyczajać do obecnej sytuacji, bo wszystko się kiedyś zmienia. Nic nie trwa wiecznie. Prędzej czy później, ktoś pójdzie po rozum do głowy, czego serdecznie życzę rządzącym. Może Gen-z coś zmieni w tym środowisku.
Ach… Byłbym zapomniał. Dla tych co lubią mieć potwierdzenie teorii. Popatrzmy teraz na zmieniające się USA (za Trump -a). Jeżeli uda się wprowadzić przez obecnego prezydenta wszystkie obiecane zmiany, to za trzy lata będzie odpowiedź. Mam nadzieję, że pozytywna, a póki co…
Do następnego!