Chińskie rakiety zagrożeniem w kosmosie?
Chińskie rakiety zagrożeniem w kosmosie? Czy brak koordynacji z innymi państwami, mającymi swoje satelity na orbicie, może doprowadzić do katastrofy? Czym jest „syndrom Kesslera”?
Co się wydarzyło
Dziewiątego grudnia 2025r. doszło do zdarzenia na orbicie, które mogło się przerodzić w „małą katastrofę”. Jak podało SpaceX: „O ile wiemy, nie przeprowadzono żadnej koordynacji ani zmiany trajektorii (deconfliction) względem satelitów operujących w przestrzeni kosmicznej, co skutkowało zbliżeniem się na odległość 200 metrów między jednym z wystrzelonych satelitów a STARLINK-6079 (56120) na wysokości 560 km.”
When satellite operators do not share ephemeris for their satellites, dangerously close approaches can occur in space. A few days ago, 9 satellites were deployed from a launch from the Jiuquan Satellite Launch Center in Northwestern China. As far as we know, no coordination or…
— Michael Nicolls (@michaelnicollsx) December 13, 2025
Obiektem, który przeszedł jak „pocisk” pomiędzy satelitami, była chińska rakieta „Kinetica-1”. Jest to rakieta na paliwo stałe o wysokości 100 stóp (30 metrów), obsługiwana przez CAS Space. Firma, mająca siedzibę w Kantonie, odpowiedziała na wpis Nicollsa, twierdząc, że „jako dostawca usług startowych (LSP) wykonała ją z należytą starannością, ale mimo to bada incydent”.
Na pokładzie rakiety znajdowało się łącznie dziewięć satelitów. Dokładniej ujmując, sześć chińskich wielofunkcyjnych, jeden obserwacyjny dla Zjednoczonych Emiratów Arabskich, jeden naukowy Egiptu oraz jeden edukacyjny dla Nepalu.

Syndrom Kesslera
Żeby uzmysłowić Wam czym jest „syndrom Kesslera”, muszę przytoczyć najpierw kilka faktów. Otóż wyobraźcie sobie, że na naszej ziemskiej orbicie w 2020 roku znajdowało się około 3400 działających satelitów. Dziś, zaledwie po pięciu latach, jest ich już tam około 13000! Liczba ta stale wzrasta.
Dla przykładu, sam SpaceX ma na orbicie 9300 satelitów systemu Starlink. W okresie ostatnich sześciu miesięcy, wykonały one 145000 manewrów uchyleniowych, co stanowi cztery manewry na każdego satelitę. Teraz dodajmy do tego wszystkiego propozycje innych firm o chęci zapewnienia łączności telefonicznej przez satelity. Oczywiście, swoje.
Przejdźmy jednak do samego „syndromu Kesslera„. Otóż (w dużym skrócie) jest to pewien zespół sekwencji zachodzących krótko po sobie. Kosmiczne śmieci nagromadzone na niskiej orbicie okołoziemskiej zderzają się ze sobą, generując w ten sposób nowe szczątki, które z kolei ponownie się ze sobą zderzając generują jeszcze więcej odłamków. Ten samonapędzający się proces może doprowadzić do takiego zagęszczenia kosmicznych odpadów, że nowe satelity będą narażone na bardzo wysokie ryzyko kolizji.
Oczywiście część z tych szczątków zmieni trajektorię i zacznie spadać nam na głowy. Przynajmniej te, które nie polecą w głęboki kosmos lub nie spalą się w atmosferze ziemskiej. Że nie wspomnę o orbitalnej stacji kosmicznej z ludźmi na pokładzie. Co wtedy będzie? Kto poniesie za to odpowiedzialność?
Nagła potrzeba
Teraz dopiero widząc ogrom komplikacji, zaczynamy myśleć jako ludzkość, o „posprzątaniu i usystematyzowaniu” orbity okołoziemskiej. Naukowcy z wielu krajów pracują obecnie nad innymi satelitami zbierającymi kosmiczne odpady i deorbitującymi stare satelity w bezpieczny sposób.
Czy im się to uda? Chyba nie ma innego wyjścia. Do tego jednak potrzebna jest bliska współpraca międzynarodowa i wykorzystanie najnowszych osiągnięć w dziedzinie technologii. Czy przełamiemy wzajemne urazy na rzecz „większego dobra”? Zobaczymy wkrótce, a póki co…
Do następnego!




